„Legenda musi trwać” – wywiad

Na pytania dotyczące pomysłu powstania koncertu, motywacji, oraz o swoim spotkaniu z Violettą Villas, odpowiada Anna Żebrowska w rozmowie z Borysem Senenką.

Kim była dla Ciebie Violetta Villas?

Violetta Villas była i jest przede wszystkim moją największą artystyczną idolką. Jej głos zauroczył mnie, kiedy miałam około osiemnastu lat. Kupiłam wówczas kilka jej płyt, przesłuchałam je i tak bardzo spodobały mi się jej piosenki i fenomenalny głos, warunki wokalne, sposób interpretacji, że zakochałam się w tym repertuarze i w niej, jako artystce. Do dziś Violetta jest moim ogromnym autorytetem wokalnym. To na jej piosenkach kształciłam swój głos. W ten sposób udało mi się w dobrym kierunku rozwinąć swoje możliwości wokalne. Tak więc jest ona osobą, która przyczyniła się do rozwoju mojego głosu, umiejętności, poszerzenia skali.

Czy pamiętasz kiedy po raz pierwszy spotkałaś się z twórczością Villas?

Po raz pierwszy zobaczyłam Violettę podczas XX Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu w 1986 roku. Występowała w czerwonej sukni, w swojej oszałamiającej fryzurze i wyglądała wówczas tak pięknie, zjawiskowo, że ten obraz zapadł mi bardzo głęboko w pamięć. Natomiast kiedy miałam osiemnaście lat, zainteresowałam się jej twórczością na poważnie. Już wówczas wiedziałam, że chcę związać się z muzyką na całe życie, a że zawsze byłam nieco staromodna, zwróciłam szczególną uwagę na piosenki Villas. Ona sama była dla mnie artystką wyróżniającą się spośród wszystkich pozostałych wykonawców niesamowitą barwą i skalą głosu oraz oszałamiającą wręcz zdolnością interpretacji. A ja wyszukiwałam przede wszystkim dobrych muzycznych wzorców pod kątem wokalnym.

Czy dostrzegasz coś w swojej osobowości, co było tożsame z osobowością Villas?

Jedynym podobieństwem jest podejście do sposobu prezentowania się na scenie. To znaczy, tak jak Violetta uważam, że wykonawca okazuje szacunek publiczności także poprzez swój wizerunek sceniczny, musi być on więc stworzony z najwyższą dbałością i różnić się od ubioru codziennego.

Przygotowując program „Tyle słońca..!” z przebojami Anny Jantar, spotykałaś się z zarzutami, że idziesz na łatwiznę, że bierzesz się za cudzy repertuar, a powinnaś spróbować zrobić coś swojego. Czy nie obawiasz się podobnych zarzutów w przypadku koncertu z utworami Violetty Villas? Tym bardziej, że jej śmierć nastąpiła stosunkowo niedawno?

Ale Violetta pojawiła się w moim życiu dawno temu, kiedy miałam 18 lat. I oprócz tego, że istniała dla mnie jako gwiazda w swoich piosenkach, to dwa lata później otrzymałam od losu nieprawdopodobny prezent – miałam zaszczyt zaśpiewać w koncercie Violetty jedną z jej piosenek, poznać osobiście moją idolkę, a co najcenniejsze – wysłuchać jej oceny mojego śpiewu. Ocena ta przez całe życie będzie dla mnie cennym skarbem, tym cenniejszym, że Violetta nie miała pojęcia, iż to ona – pośrednio – była moją wokalną nauczycielką. Zupełnie więc nie martwią mnie jakiekolwiek zarzuty.

W jakich okolicznościach doszło do tego spotkania?

Urodziłam się i wychowałam w Dusznikach Zdroju, uzdrowisku sąsiadującym z Lewinem Kłodzkim, więc każde wakacje spędzaliśmy właśnie tam. W lipcu 2000 roku, kiedy Violetta Villas była już po przeprowadzce z Magdalenki do swojego domu rodzinnego w Lewinie, zorganizowano tam Dni Turystyki Rodzinnej, których gwiazdą była Violetta. Moja mama postanowiła, że pójdzie do organizatorów i zapyta, czy zgodzą się na mój występ a cappella z piosenką Violetty pt. „Mechaniczna lalka”. Naszym marzeniem było uzyskać zgodę na występ blisko wieczornej godziny, ale nie marzyliśmy nawet o zaśpiewaniu dosłownie w koncercie Violetty.

Organizatorka, pani Grażyna Świtoń-Pawlicka zapytała, czy w ogóle potrafię śpiewać. Mama zapewniła ją, że tak. Zostałam więc zaproszona do pani Grażyny i poproszona o zaprezentowanie fragmentu piosenki. Zdążyłam zaśpiewać dosłownie dwa wersy, kiedy pani Grażyna podniosła się ze swojego miejsca, zdjęła okulary przeciwsłoneczne, przyjrzała mi się i poprosiła, abym poczekała. Po kilku minutach wróciła z Maciejem Kieresem, akompaniatorem Violetty Villas. Przedstawiła nas sobie i poinformowała mnie, że z dużym prawdopodobieństwem zaśpiewam „Mechaniczną lalkę” dosłownie przed występem samej gwiazdy, na co ona sama musiała wyrazić zgodę. Skontaktowano się z Violettą, która jak wiadomo nie lubiła, kiedy kobiety śpiewały jej piosenki. I jakby na przekór, artystka na mój występ się zgodziła. Do dziś czuję się z tego powodu szczęściarą.

Zrobiliśmy z Maciejem Kieresem krótką próbę i pozostało mi wówczas już tylko oczekiwanie na wieczorny występ.

Bardzo się denerwowałaś?

Strasznie. Dla młodej dziewczyny występ przed własną idolką, w dodatku tak wielką gwiazdą oraz przed ogromną publicznością był okupiony ogromnym stresem. Czekałam cały dzień na wieczór, chciałam mieć za sobą te nerwy… W kółko podśpiewywałam „Mechaniczą lalkę”, a i tak miałam wrażenie, że na scenie cały tekst wypadnie mi z głowy.

Czy nie stresowała Cię świadomość tego, że występujesz chyba przed najbardziej krytycznymi odbiorcami – mieszkańcami Lewina Kłodzkiego?

Nawet nie wiesz, jak bardzo. W dodatku sama Violetta była już na miejscu, za kulisami. A była ona bardzo wręcz wyczulona na to, jak inni śpiewali i interpretowali jej piosenki. Ja zaśpiewałam „Mechaniczną lalkę” bez żadnych odstępstw od oryginału. Na scenę wszedł najpierw Mieczysław Gajda ze swoim programem, a zaraz potem pięknie zapowiedział mój występ. Wówczas wszystko przestało istnieć, nawet trema. Była już tylko scena i muzyka…

I jak zareagowała widownia?

Otrzymałam wówczas bardzo duży aplauz. Niesamowita rzecz… Gdy skończyłam śpiewać, na scenę wszedł Mieczysław Gajda i wręczył mi różę z bukietu Violetty Villas. Do dziś trzymam ją zasuszoną, jest moją pamiątką. Ma już prawie 12 lat…

Kiedy zeszłaś ze sceny, minęłaś się z Violettą?

Maciej Kieres już wcześniej uprzedził mnie, że przedstawi mnie Violetcie. I pomimo tego, że śpiewałam i występowałam o wiele wcześniej, bo od niemalże dziesięciu lat, to mam wrażenie, że to właśnie od tego występu i od tego spotkania zaczęła się moja przygoda z muzyką na poważnie. To był bardzo ważny dzień w moim życiu.

Miałyście okazję ze sobą porozmawiać?

Nasze spotkanie było krótkie, bo Violetta wychodziła na scenę zaraz po moim występie. Powiedziała mi m.in., że mam bardzo dobrze ustawiony głos „z natury” i że absolutnie nie powinnam tego marnować, a zdecydowanie iść w kierunku śpiewania. Nie wiedziała nawet o tym, że jestem samoukiem. Nie wiedziała także, że na jej piosenkach kształciłam swój głos… I jakkolwiek to nie zabrzmi, czułam, że tego dnia zdałam egzamin przed swoją nauczycielką śpiewu, nieświadomą zupełnie tego faktu. Oceniła mnie bardzo pozytywnie. I ta ocena pozostanie w mojej świadomości na zawsze.

Czyli zdałaś egzamin śpiewająco, tym bardziej, że „Mechaniczna lalka” to przecież bardzo trudny utwór. Są w nim wokalizy śpiewane sopranem oraz wiele niskich dźwięków…

Tak, tym bardziej że narzuciłam sobie wykonanie tej piosenki zgodnie z oryginałem. Po koncercie Violetty Maciej Kieres jeszcze raz zaprowadził mnie do artystki, która powiedziała: „Tej dziewczynie koniecznie trzeba pomóc”.

Z tego co wiem, miałaś także swój udział przy okazji kręcenia filmu dokumentalnego o Villas?

Tak. Moje wykonanie „Mechanicznej lalki” usłyszał Stefan Szlachtycz, reżyser filmowy, telewizyjny, radiowy i teatralny (stworzył m.in. film dokumentalny „Śpiewa Irena Santor”), który wówczas przymierzał się do pracy nad filmem dokumentalnym o Violetcie Villas. Zaproponował mi, abym zaśpiewała kilka utworów Violetty do tego filmu. Z ekipą filmową spotkaliśmy się dzień później na rynku w Lewinie, gdzie przy akompaniamencie Bartosza Kieresa (kontrabas) zaśpiewałam fragmenty trzech piosenek. Niestety film ostatecznie nie powstał, gdyż Violetta nie wyraziła zgody na dokument bez konsultacji z nią. Była to jednak dla mnie ciekawa przygoda.

Niedawno do sprzedaży trafiła biografia Violetty, pt. „Villas. Nic przecież nie mam do ukrycia”. Niektórzy uważają, że jest to paszkwil. Jakim człowiekiem według Ciebie była Villas?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie, nie mogę tego ocenić. Natomiast pierwsze nasze spotkanie to przede wszystkim dużo serdeczności z jej strony, dużo uśmiechu. Nie byłam potraktowana „z góry”. I osobiście chcę zapamiętać ją właśnie w ten sposób. Fascynuje mnie jej głos, warunki wokalne. Żałuję, że była artystką niedocenioną w Polsce, choć nie wnikam, z jakich powodów, gdyż nie mam pełnej wiedzy o jej życiu.

Za co najbardziej cenisz Violettę Villas?

Przede wszystkim była ona dla mnie mistrzynią interpretacji. Jej umiejętność śpiewania całą sobą była niesamowita. Jej technika była opanowana do perfekcji, natomiast nie słychać wyższości techniki nad emocjami. Każdy jej utwór dogłębnie porusza, jak choćby „Free again”, którym „pojedynkowała się” kiedyś z Barbrą Streisand w Sahara Hotel w Las Vegas. Publiczność wybrała wówczas wykonanie Violetty, a sama Eartha Kitt krzyczała z widowni: „Viva Violetta! Viva Polonia!”. W moim odczuciu również piosenkę „My Heart Belongs To Daddy”, którą oryginalnie wykonywała Marilyn Monroe, Villas śpiewa lepiej. A moim ulubionym utworem Violetty jest: „Melancholie”.

Nie obawiasz się, że przygotowując program pamięci Violetty Villas nadepnęłaś na odcisk jej fanom, ale także wystawiłaś się na falę krytyki? Nie boisz się porównywania?

Przygotowałam ten program kierując się sercem. Zawsze, robiąc coś publicznie, wystawiamy się na ocenę, a ja absolutnie nie „rywalizuję” z Violettą Villas. Wykorzystuję w koncercie jedynie swoje warunki wokalne, podpierając to ogromnym szacunkiem i uwielbieniem dla tej niepowtarzalnej artystki, której nikt długo, a może już nigdy nie dorówna, ani pod względem talentu, ani barwnej osobowości. Legenda musi trwać. A ja nie uważam, że można komukolwiek odbierać prawo do wykonywania piosenek Violetty Villas, bo nie są one własnością jej fanów. Jeśli komuś nie podoba się śpiewanie piosenek Violetty przez kogoś innego niż przez nią samą – niech po prostu nie przychodzi na nasze recitale.

Na jednym z forów internetowych przeczytałem nawet takie zdanie: „gdyby wszyscy fani potrafili śpiewać, to też pewnie chcieliby w ten sposób oddawać jej hołd”. Jeżeli ktoś potrafi rysować – może oddawać jej hołd rysunkami. Jeżeli ktoś potrafi rzeźbić – może zrobić rzeźbę. Ty śpiewasz, więc w ten sposób oddajesz jej hołd.

Otóż to. Nie rozumiem „rzucania kamieniem” zanim się jeszcze cokolwiek usłyszało lub zobaczyło. Naszym zamiarem nie jest powtarzanie koncertów Violetty Villas w identycznej formie, w jakiej dawała je gwiazda. Nie będzie monologów, przekomarzania się z akompaniatorem, nie będzie identycznych strojów scenicznych czy prób naśladowania sposobu bycia Violetty. Nasze recitale będą pełnym szacunku oddaniem hołdu pamięci artystki. Szanuję naturalnie zdanie antagonistów takiego recitalu, natomiast niech to mimo wszystko będzie wyrażane w sposób kulturalny i taktowny. Oczywiście, że najłatwiej jest zarzucić, że ktoś się chce wypromować, czy dorobić na czyjejś śmierci, itd. Tyle, że to jest bardzo płaskie rozumowanie, wynikające poniekąd z mentalności dużej części Polaków. Przecież nikt nie może wiedzieć z jakich pobudek powstaje ten program. To wiem tylko ja. Łatwiej jest sądzić i z przekonaniem umacniać swoją opinię na ten temat, niż po prostu o to zapytać u źródła. Ale w takich sytuacjach mawiam zawsze, że każdy mierzy swoją miarą i ja tej miary co niektórym mogę tylko współczuć. Koncert przygotowałam z potrzeby serca, a żeby było ciekawiej – już w latach 2000 – 2004 występowałam solowo z repertuarem Violetty Villas w różnych miejscowościach województwa dolnośląskiego i nie brałam za to wówczas ani grosza. Ja po prostu kocham te piosenki!

Jaki jest koncert „Rendez-vous z Violettą…”?

Będzie to forma wspomnieniowego recitalu, w którym piosenki – z szacunku dla publiczności oraz pamięci Violetty Villas – będą śpiewane z zachowaniem maksymalnej wierności w stosunku do oryginalnych wykonań. Mam nadzieję, że uda się przemycić kilka nieco mniej znanych, ale pięknych piosenek Violetty. Klimat recitalu podkreśli czerwona suknia w której będę występować. Pod względem całościowym – jak wspomniałam wcześniej – nie chcę naśladować Violetty, jej sposobu prowadzenia koncertu, tzw. monologów czy żartów scenicznych. W tym recitalu mają mówić piosenki Violetty. Chcę, aby to była taka prawdziwa „randka” z jej muzyką, dostarczająca emocji. Z uwagi na kameralny charakter koncertów, jestem przekonana, że na widowni nigdy nie będzie osób przypadkowych.

Rozmowa odbyła się 25 stycznia 2012 roku. Rozmawiał Borys Senenko.

repertuar lat 60., 70., 80. | repertuar autorski | koncerty tematyczne | kolędy